Nie wykryło AdBlocka. Dziękujemy za wsparcie naszej twórczości.
Archiwum
Sierpień 2017
P W Ś C P S N
« Lip    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  
Reklama

Na skraju

 

na-skrajuTośka siedziała tuż przy piecu z podwiniętą na kolana spódnicą i ze złością przebierała grzyby. Wyjmowała z kosza jeden po drugim, dokładnie oglądała, gdzie trzeba skrobała nożykiem, czasami najpierw przedmuchiwała co lżej przyklejone igiełki. Nadymała wtedy policzki, a jej buzia robiła się okrągła i lekko zaróżowiona z wysiłku. Nie lubiła czyszczenia grzybów ani jakiejkolwiek pracy przy grzybach. Szwendanie się świtem po lesie, wśród pajęczyn, gałęzi, mchów i tych wszystkich paskudnych, wszędzie włażących żyjątek – uważała za bezsensowne zajęcie. Równie dobrze można iść na grzyby po południu, czy przy zachodzie słońca. Spacer po lesie powinien być odpoczynkiem, a nie kolejną robotą.  Po za tym, uważała że jej grzyby na nią czekały i nie miało znaczenia, kiedy po nie przyjdzie.

Maciej z kolei był pasjonatem chodzenia po lesie o świcie. Wstawał przed słońcem, wkładał długie spodnie w gumowce, zapinał pod samą szyję ulubioną bluzę, nasuwał czapkę. I szedł zdobywać. Z każdego takiego spaceru dźwigał do domu kosz czy dwa, pełne pachnących skarbów. Umówili się już dawno, że on nie będzie jej wyciągał rano z łóżka, za to ona przygotuje wszystko do suszenia i marynowania. Dobrze jest zimą wrzucić do garnka suszonego prawdziwka, cieszyć się zapachem i aromatem pospolitej zupy grzybowej. Kawał mięsa podany z sosem bogatym od grzybów też nabierał innego smaku.

W przeciwieństwie do samego zbierania, Tośka uwielbiała potrawy z grzybów. Była ich niekwestionowaną miłośniczką: zup, sosów, kotletów, smażonych, marynowanych, serwowanych na kwaśno, wytrawnie, pikantnie, solonych. W garnku zabulgotała woda na zupę. Do obiadu będą podane z chlebem, krojone w plastry prawdziwki, smażone na maśle, doprawione hojną szczyptą grubo mielonego pieprzu i soli. Przebierała grzyby, oglądała każdy i układała na poszczególnych, szybko rosnących stosikach. Oddzielnie do marynowania, suszenia, solenia, mrożenia. Najmniejsza gromadka przeznaczona była do zjedzenia w dzisiejszych posiłkach. Woda w garnku wciąż bulgotała. Tośka oderwała się od pracy, zgarnęła ręką paprochy i rozprostowała podwiniętą spódnicę. Podeszła do garnka, podniosła pokrywkę. Zapowiadał się szybki obiad. Lubiła takie gotowanie: proste, świeże produkty, dające wiele przyjemności na talerzu. Na wrzącą wodę wrzuciła liście laurowe, kilka kulek ziela angielskiego, trochę zmielonego pieprzu i soli. W garnku znalazły się też pokrojone w kostkę ziemniaki, marchewka, cebula, kawałek selera. Potem dorzuci pokrojone w kawałki grzyby, a na koniec podsmażoną na smalcu cebulkę z lekko zasmażoną łyżką mąki. Potem wszystko razem podgotuje. Taki dodatek zagęści zupę.

Tośka wstała dziś wcześnie. Czas, kiedy księżyc był w pełni, niezbyt dobrze wpływał na spokojny, dłuższy sen. Każdego miesiąca starała się tak organizować, żeby mieć zajęcie na przeciągające się wieczory czy bezsenność. Obecność Macieja bywała w tym pomocna.  Tośka pomieszała zawartość garnka, przykryła i wróciła do przebierania grzybów. Wygodnie siadając na zydelku, znowu podkasała spódnicę odkrywając kolana. Chwyciła kozik i zabrała się do pracy. Co jakiś czas poprawiała niesforny kosmyk włosów, zakładając go za ucho.

 

Maciej nie mógł znaleźć sobie miejsca. Ostatnimi dniami coś go nosiło i nie dawało spokoju. Chodzenie po lesie zawsze działało na niego uspokajająco. Z czasem myśli układały się w głowie, a wysiłek przynosił ulgę ciału. Las znał doskonale. Szarugi zachęcały raczej do siedzenia w domu niż korzystania ze spacerów. Dzisiejszy poranek był słoneczny i rześki. Pierwszy taki dzień po długich, wczesno- jesiennych deszczach zapowiadał obfite grzybobranie. Brzask dnia zastały go już w lesie. Lubił zapach mokrych drzew, igliwia i mchu. Lubił muzykę porannego lasu, świergoty budzących się ptaków.

Po powrocie z lasu, przysiadł na ławce pod domem. Wyciągnął nogi, zdjął koszulę i leniwie oddawał się ciepłym promieniom słońca. Przekręcił głowę. Przez kuchenne okno widział pracującą Tośkę. Pochylona nad kolanami, skupiona na grzybach, nie zwracała uwagi na nic w koło. Przyglądał się jej z przyjemnością. Skupiona na pracy kobieta to miły widok.

Tak przyjemnie być podglądaczem. Zaglądać w czyjąś prywatność. Bo przecież nikt nie wiedział, że podglądał. Ten dreszcz emocji, kiedy zdawał sobie sprawę, że uczestniczył w czymś niemal magicznym, że ktoś już za chwilę może podnieść głowę i przyłapać jak szczeniaka na czymś zakazanym, intymnym. Maciek parzył tak teraz na Tośkę.

Pochylała się nad koszem z grzybami Bluzka się rozchyliła. Pokazał się obfity biust. Natura była Tośce bardzo łaskawa. Cycki miała wielkie, krągłe i sterczące. Lubił patrzeć, kiedy chodziła po kuchni lub gdy pracowała w ogrodzie. Zwłaszcza latem. W upał nosiła lekkie, zwiewne, prawie przeźroczyste, rozpinane bluzki. Często ubierała się swobodnie, bez stanika. Jędrny biust falował przy każdym ruchu. Podnosił się i opadał. To był piękny widok. Nie raz spowodował, że Maciek zagapił się przy robocie i, a to utłukł się młotkiem w palec, a to siekierką nie trafił. Pomimo bólu, gęba mu się uśmiechała.

Lubił podglądać. Oj, jak lubił! Czasami, po cichu udawało mu się przyjść wieczorem, w porze kąpieli – patrzył wtedy przez lekko zaparowaną szybkę drzwi do łazienki, kiedy brała prysznic. Latem chował się w krzakach w ciepłe wieczory, gdy chodziła pływać nad rzekę. Przez okno zaglądał rano do pokoju, kiedy się ubierała. Szukał wszelkiej sposobności, żeby popatrzeć nie tyle na nagie ciało, co na ciało rozbierające się, myjące, swobodne.

Kiedyś widział, jak pod prysznicem mydliła się gąbką z pianą. Odchyliła się od strumienia wody, namydliła górę i pochyliła się, by umyć nogi. Oj, co to za widok! Wypięta, krągła dupa, rozłożyste uda, długie nogi, mokre włosy. Widział, jak podnosiła się, ciągnąc gąbkę z pianą do góry, przesuwała po brzuchu, ku piersiom. Umyła pianą jedną, potem drugą cyckę. Były tak duże, że aż podskoczyły i przetoczyły się przez rękę z gąbką. Potem dłoń poszła wyżej, ciągnąć za sobą pienisty, biały ślad. Sutki sterczały, ciało lśniło. Pomiędzy nogami wyróżniał się ciemny trójkąt włosów. Myślał, jakby to było włożyć tam dłoń. Wziąć, ścisnąć krągłą pierś, zasmakować sutka. Nie miał śmiałości. Gapił się i dalej szukał okazji do podglądania. Marzył, żeby kiedyś tak nagle otworzyć drzwi, wejść do środka, zagarnąć ją w pasie, przycisnąć do siebie to mokre ciało, wsunąć język i smakować. Któregoś razu, kiedy podglądał ją w łazience, widział, jak po namydleniu się odłożyła gąbkę. Potem, zupełnie naturalnie wzięła cycki w ręce, podniosła je troszeczkę do góry, ścisnęła sutki. Ściskała dość długo, poruszała, masowała. Z rozkoszy odchyliła głowę do tyłu. Musiało jej być miło! Pocierała piersi coraz mocniej. Potem jedną rękę przesunęła po brzuchu do włosów na dole. Zaczęła pieścić dłonią trójkąt między nogami. Odchyliła udo. Poruszała ręką coraz szybciej. Pieściła pierś. Więcej i mocnej. Przechyliła głowę, miała otwarte usta, zamknięte oczy. Woda spływała, spłukując pianę. Patrzył na nią wtedy, sam oddychając coraz szybciej. Czuł jak jego penis sterczy. Raptem przeszedł go silny dreszcz. Poczuł mokro w sporniach. Bał się poruszyć. Żeby tylko nic nie usłyszała! Uciekł wtedy i długo się nie pokazywał.

Teraz przypomniał sobie tamten widok nagiego, prężącego się ciała. Zaglądał przez okno i bezczelnie gapił się na gołe kolana.

 

Pewnie gdyby Tośka podniosła głowę na chwilę, dostrzegłaby w oknie jedynie odbicie znajomej twarzy leśniczego.

 

Agnieszka

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.